http://freeyourmind.salon24.pl/68019,index.html#comment_993394

http://freeyourmind.salon24.pl/68019,index.html#comment_993407

 


1.        W związku ze słuszną krytyką pana profesora Sadurskiego dotyczącą poziomu komentatorów na blogu pana FYM, śpieszę spolegliwie poprawić: w istocie, w komentarzach bloga pana FYM znajduje się istotny błąd rzeczowy: otóż p. Otto Eduard Leopold von Bismarck, hrabia Bismarck-Schönhausen, książę Lauenburg i Bismarck, mówił w rzeczywistości o osiemdziesięciu ośmiu profesorach, a nie o dwudziestu pięciu. "Achtundachtzig Professoren: Vaterland, du bist verloren."

Jeżeli uznamy autorytet matematyczny księcia von Bismarcka w tej materii, to opinia pojedynczego profesora nie stanowi 1/25 (4%) opinii wymaganych dla przywiedzenia Ojczyzny do zguby, lecz w najlepszym razie 1/88 (1,14%). Zguba Ojczyzny może ewentualnie nastąpić dopiero w razie podzielania opinii tegoż przez co najmniej 87 kolegów, na których głosy z niecierpliwością  oczekuję. Serdecznie przepraszam, jeśli 1,14% to nie jest wynik na miarę ambicji.

  Jest zresztą niewykluczone, iż opinie profesorskie pozostają w ogóle bez wpływu na los Ojczyzny. Istnieje bowiem możliwość, że Bismarck w ogóle nie powiedział tego, co mu się przypisuje, ponieważ atrybucja cytatu jest cokolwiek niepewna (Deutsche Rundschau von 1901, Rede über das Frankfurter Parlament 1848-1849). Często powtarzany dowcip,  przypisywany Żelaznemu Kanclerzowi, równie dobrze mógł być dziełem nieznanego niemieckiego sprawozdawcy po trzech dużych piwach.



2.         W materii supozycji, że Polska w Unii jest całkowicie niepodlegla, ponieważ zawsze może w drodze własnej, nieprzymuszonej decyzji się z Unii wycofać i włos jej za to z głowy nie spadnie, chciałbym łagodnie przypomnieć, że wszystkie kolejne wersje konstytucji ZSRR przewidywały niezbywalne prawo republik związkowych do wycofania się ze Związku Radzieckiego. W teorii, bo w praktyce takie państwa jak Gruzja i Mołdowa, pomimo rozwiązania ZSRR w grudniu 1991 roku, w zasadzie do dzisiaj próbują się się z niego skutecznie wycofać. Z umiarkowanym powodzeniem, o czym świadczy istnienie na ich terytoriach separatystycznych enklaw Abchazji, Płd. Osetii i Transdniestrii, pod wspólnym berłem b. suwerena b. ZSRR.

Jednym z lepszych przykładów szerokości rozstępu pomiędzy socjalistyczną myślą prawną a socjalistycznym czynem jest zniesienie kary śmierci w ZSRR przez konstytucję ZSRR z 1936 roku, tzw. stalinowską. Stosunek RP do własnej konstytucji jest podobny. Władza wykonawcza w państwie  rezerwuje sobie mianowicie pozakonstytucyjne prawo do nieprzestrzegania własnej ustawy zasadniczej, w części lub w całości.

Jeśli sie mylę, to uprzejmie proszę o okazanie mi płomiennego listu protestacyjnego podpisanego przez Achtundachtzig Professoren, gdy Trybunał Konstytucyjny RP rozpatrzył był ewentualną niezgodność Europejskiego Nakazu Aresztowania z Konstytucją RP (art. 55 ust.1: - "Ekstradycja obywatela polskiego jest zakazana").


Jak wiadomo, Trybunał Konstytucyjny uznał istnienie takiej sprzeczności, i kazał zmienić Konstytucję, co sprężyście wykonano (
Ustawa z dnia 8 września 2006 r. o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz.U. Nr 200, poz. 1471), która weszła w życie 7 listopada 2006 roku) Otóż, ja nie przypominam sobie innego niepodległego kraju w dzisiejszej dobie, w ktorym najwyższy sąd konstytucyjny zajmowałby się badaniem zgodności konstytucji z umowami, zamiast odwrotnie. 


3.        Aby nie być posądzonym o negatywizm i odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne (co kiedyś groziło śmiercią, a dziś tylko chłostą piórem w Salonie24), zgadzam się natomiast entuzjastycznie z panem profesorem Sadurskim w sprawie przestarzałości pojęcia suwerena narodowego jako władzy stojącej ponad wszelką władzą państwową, nie podlegającej nikomu innemu. Ponieważ gdzie suweren, tam naturalną koleją rzeczy poddani. Nie mylić z obywatelami. W państwie obywatelskim obywatele są kolektywnym suwerenem. Do tego Polska stanowczo dopuścić nie chce, ponieważ niebo natychmiast runęłoby na głowę pół milionowi jej urzędników. Polska twardo trzyma się zatem modelu suweren-poddany, dla niepoznaki figlarnie zwanego modelem państwo-obywatel.  

Ja zaś oczekuję z nadzieją dnia, kiedy  będę mógł wysłać pocztą trójjęzyczny (ang./fr./niem.) formularz zrzeczenia się obywatelstwa polskiego do ogólnounijnego urzędu spraw obywatelskich z siedzibą, powiedzmy, w Aix-en-Provence, a następnie w przepisanym prawem administracyjnym terminie 30 dni otrzymać, również pocztą, uprzejmą odpowiedź po francusku, że Unia Europejska przyjęła do wiadomosci mój akt woli, w wyniku czego nie jestem już obywatelem Unii (w nawiasie: citoyen polonais). Życzę sobie, by nastąpiło to bez wytrząsania się nade mną przez dwa oszalałe z podejrzliwości polskie ministerstwa, liczne polskie wywiady, kontrwywiady, policje widne, tajne i dwupłciowe, odrażających typów z konsulatów RP o przetłuszczonych włosach, znoszonych butach  i manierach prosto z Pałacu Mostowskich vintage 1976, oraz liczne inne organa państwa usiłujące mnie za wszelką cenę zniechęcić do skorzystania z mojego prawa obywatelskiego zagwarantowanego Konstytucją RP. Bez wyszukanego tańca godowego administracyjnej gęsi z urzędowym prosięciem nad każdym z dziesiątków wymaganych dziś w tym celu świstków, starannie dobranych pod kątem maksymalnej upierdliwości i kosztu.

Jak wszystkim moim czytelnikom wiadomo, od wielu lat usiłuję bezowocnie przebrnąć przez proces suplikacji przebłagalnej do tronu suwerena Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie rezygnacji z obywatelstwa polskiego na własny wniosek, na co Konstytucja (art.34 ust.2) mi expressis verbis
pozwala. W tym zakresie rzeczowym, suwerenem jest pan Prezydent RP.  Ponieważ prawdziwy suweren stoi ponad wszelką wladzą i nic nie musi, w tym również odpowiadać na korespondencję, moje dotychczasowe zabiegi poległy we wczesnej fazie na wałach aparatu polskiej władzy wykonawczej osłaniającego suwerena przed bezczelnością poddanych, ktorym się mylnie wydaje, że mają jakieś prawa. Ponieważ polski suweren jest według polskiego prawa z definicji niezaskarżalny do jakichkolwiek polskich sądów, cierpliwie czekam poranka, gdy opadną dymy nad okopami Św.Trójcy, błękitno-gwiaździsty sztandar Unii popłynie ponad tron suwerena RP, a ja wreszcie bedę mógł załatwić swoją tuzinkową i trywialną sprawę administracyjną w europejskim urzędzie, bez tragikomicznej procedury ani darcia koszuli jak Rejtan.

Co się potem będzie na tych zgliszczach działo, to już nie będzie mój problem.