http://www.tvn24.pl/0,1654929,0,1,piaty-glos-w-kokpicie-tu_154,wiadomosc.html
Banalna ta wiadomość nabiera być może nieco innych kolorów, gdy sobie przypomnieć, że na pokładzie Tu-154M była tylko jedna kobieta, która mogła jak najlegalniej i jak najsensowniej wejść w każdej chwili, bez pukania, do kabiny pilotów, i nie była to bynajmniej małżonka prezydenta.
Na pokładzie była funkcjonariuszka BOR, pracująca 'pod przykryciem', udająca członka 'mniej ścisłej' załogi, mianowicie stewardesę, działająca niezależnie od pozostałych członków ekipy ochrony, którzy nikogo nie udawali. Młodszy chorąży Agnieszka Pogródka-Węcławek, w BOR od 1998 roku jako pracownik cywilny, od 2002 jako funkcjonariusz. Pośmiertnie awansowana do stopnia podporucznika.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,7781215,Ppor__Agnieszka_Pogrodka_Weclawek.html
Samą w sobie interesująca jest kwestia, dlaczego 'jawna' ekipa ochrony prezydenta byla uznawana przez BOR za niewystarczającą, i uzupełniono ją funcjonariuszką BOR 'pod przykryciem', która miała wobec nie znających kulis operacyjnych pasażerów samolotu uchodzić za stewardesę. Środki ostrożności na wypadek próby dokonania zamachu przez VIP-a? Wyraz nieufności BOR wobec załogi? Tego już się nie dowiemy. Mniejsza z tym zresztą.
Niemniej w tej fazie lotu jest w zasadzie tylko jedna możliwa przyczyna, dla której członek ochrony prezydenta pilnie wchodzi do kabiny pilotów, zajętych ostatnimi przygotowaniami do lądowania w trudnych warunkach. Mianowicie nie cierpiące zwłoki ostrzeżenie o bezpośrednim niebezpieczeństwie na pokładzie. Zachowanie kogoś na pokładzie? Gwałtowna zapaść któregoś z pasażerów? Dziwny zapach, dym, para lub mgiełka z wylotów wentylacyjnych? Niezidentyfikowany przedmiot, który nie powinien się znajdować w samolocie? Zasobnik z jakąś substancją? Czy padło ostrzeżenie dla pilotów, że samolot absolutnie musi lądować natychmiast? Tego nigdy się nie dowiemy.
W charakterze nagrody pocieszenia ja natomiast chciałbym wiedzieć, czy w momencie zderzenia z ziemią któryś z pilotów miał na twarzy maskę tlenową.
Ja wiem, że strona rosyjska już oświadczyła, że nie wykryto śladow wskazujących na obecność materiałów wybuchowych w samolocie. Ale nie wiem, czy szczątki maszyny i ludzi badano tylko pod kątem obecności lub nieobecności kilkunastu najczęściej spotykanych rodzajów wojskowych, cywilnych i improwizowanych materiałów wybuchowych. Nie wiem też, jakich metod analitycznych użyto.
Nie wiem, czy badanie szczątków objęło również poszukiwanie metodami analizy instrumentalnej śladowych ilości tlenku etylenu, tlenku propylenu, metaloorganicznych związków fluoru, cząstek aluminium o wysokiej czystości i innym widmie MS niż stopy użyte w konstrukcji kadłuba samolotu, oraz produktów spalania wszystkich tych substancji. Kto rozumie, dlaczego być może warto poszukać tych, a nie innych substancji, i potrafi to skojarzyć ze stanem wraku i zwłok, ten wie, o jaką hipotezę mi chodzi. A kto nie wie, ten nie potrzebuje.






Miejsce katastrofy było w odległości około 120 metrów od pawilonów po wschodniej stronie terenów lotniska i około 220 metrów od zabudowań po drugiej stronie drogi (pomiary z Google Earth), więc gapiów zgromadziło się tam sporo w krótkim czasie tylko z tych miejsc.
Pod linkiem który podaję poniżej, jest tłumaczenie filmu przez prywatną osobę, której językiem rodzinnym jest rosyjski. Słychać tam jak odgania się gapiów.
http://rosyjski.perevod.pl/tlumaczenie-filmu-z-pierwszych-minut-po-katastrofie-samolotu-prezydenckiego/
Na tej samej stronie jest też inny film pokazujący katastrofę innego Tupolewa i słychać tam takie same strzały jak w Smoleńsku, tylko że widać, że jest to rozrywająca się instalacja na skutek pożaru. Teoria spiskowa, że Rosjanie strzelali do "ocalałych po katastrofie" przy dziesiątkach gapiów, jest totalnym absurdem.
Dodatkowy głos w kokpicie? A może to był TAWS "pull up, pull up".... :)
Jeżeli istnieją obawy, że ktoś coś może zataić albo zmajstrować przy czarnych skrzynkach, to bardziej bym się obawiał o to strony polskiej. Proszę pamiętać, że "polska racja stanu" może zdrowo ucierpieć, gdyby wyszły na jaw dokumenty świadczące o presji pasażerów na pilotów, za co odpowiedzialny by był przecież prezydent - pochowany na Wawelu! No i co by było, gdyby się okazało, że znowu nalegał jak w przypadku Gruzji i że to on był przyczyną śmierci 96 osób? Będą go usuwać z Wawelu? Pozostawią go tam, żeby degradował sąsiedztwo? Taka ewentualność w ogóle nie wchodzi w grę. On teraz musi być "święty". Zrobione będzie wszystko co się tylko da zrobić, żeby tak było. A kto to będzie robił? Chyba nie Rosjanie, którym zwisa zwiędłym kalafiorem pośmiertna reputacja Kaczyńskiego. Nigdy się nie dowiemy, kto był odpowiedzialny za wydanie śmiertelnej decyzji o fizycznie niewykonalnym lądowaniu w zerowych warunkach. Oficjalna wersja będzie taka, że to pilot.
Ja rozumiem, że Rusek tak jak i Szwab, Polakom zdrowo dał popalić w przeszłości i że w Polsce istnieje uniwersalna rusofobia. Ale to nie powinno dziś odbierać nikomu rozumu aby montować absurdalne historyjki. Rosja nie miała żadnego politycznego interesu w katastrofie. Zyski byłyby niewspółmierne małe od ogromnego ryzyka na arenie międzynarodowej. Przejęła śledztwo, bo wie, że wobec polskiej rusofobii wyniki polskiego śledztwa byłyby dalekie od obiektywnych. Najlepszym na to dowodem są wymyślane obecnie teorie spiskowe.