Chłopaki z Warszawy, a znacie takie trudne słowo: JURYSDYKCJA?
Wy to byście najchętniej za łeb i do suki tych protestujących, tylko się wam w porę przypomina, że Londyn jeszcze nie należy do III RP. Chodnik przed ambasadą też nie. Na razie najlepiej walnijcie mandat królowej brytyjskiej, za to, że pozwala na takie rzeczy.
Bulwersuje was naruszanie polskiej ciszy wyborczej w Londynie? Mnie bardziej bulwersuje, że się wam udało indoktrynować 'internautę Marcina' tak, że uwierzył, że wszędzie jest, albo ma być, tak samo jak w Polsce, i że macie, albo powinniście mieć, wszechświatową władzę...
---------------------------------------------------
Londyn: Polityczne transparenty
obok polskiej ambasady
ga
2010-06-20, ostatnia aktualizacja 48 minut temu
- Przed ambasada RP w Londynie łamany jest zakaz agitacji wyborczej Rozdawane są ulotki i wywieszane transparenty z hasłami - napisał na Alert24 internauta Marcin.
Rozmawialiśmy z polskim konsulem Jakubem Zaborowskim. Mówi, że akcję prowadzi kilkadziesiąt metrów od polskiej placówki dwóch panów "w dojrzałym wieku" a transparenty mają "wagę lekką". Konsul przypomniał, że poza placówką nasi dyplomaci nie mogą interweniować w sprawie łamania ciszy. Poza tym protestujący zachowują się spokojnie i nie łamią brytyjskiego prawa. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy kilku wzburzonych wyborców zadzwoniło jednak po policję. Policjanci przyjechali, ktoś tłumaczył im napisy na transparentach, ale rozłożyli ręce.










Nie zdecydowali się na bezprawną i niczym nie uzasadnioną interwencję.
A przeciez wzburzeni wyborcy mogli inaczej przetłumaczyć policjantom napisy na transparentach.
Jak się mówi A (bez powodu dzwoni po policję), to warto by powiedzieć i B (uzasadnić sensownie to dzwonienie).
A że A i B kupy się nie trzyma, to co to obchodzi internautę Marcina - młodego, wykształconego (inaczej), z dużego miasta (Londyn, nie Lądek Zdrój), oraz jego wdrukowywaczy z Czerskiej.